środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział Pierwszy



Autorka: Witaaam w ten upalny dzień! Ten rozdział nie jest zbyt ciekawy, ale wiecie jak to jest. Pierwsze dwa/trzy (w moim wypadku chyba z cztery) rozdziały są nudnawe. Potem powinno zacząć się coś dziać.
Dzisiaj mało Louis’a, ale obiecuję wam, że w przyszłym rozdziale co nieco już będzie.
PYTANIE: Mam napisanych 10 rozdziałów na to opowiadanie i wszystkie w 3 osobie. Czy mam zmienić, po 10 rozdziale, na osobę pierwszoosobową, czy nie? Mi to w sumie trochę bez różnicy, ale wiecie. Jak się lepiej czyta?
Komentujcie, proszę was, bo to strasznie motywuje do dalszego pisania.(DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE POD PROLOGIEM - btw)
Jeśli zostawisz pod rozdziałem, bądź w zakładce ‘informowani’ swoje gg, blog, czy też TT, to poinformuję Cię o nowym wpisie! ;)
ily xoxo


Londyn, 2013
– Oto pański klucz – brunetka o szarych oczach podała mężczyźnie kartę, którą będzie w stanie wejść do swojego pokoju.
Od rana, w Grand Payne Hotel panował totalny chaos, ponieważ wszyscy pracownicy oczekiwali gościa specjalnego – sławnego piłkarza.
Mer, recepcjonistka, była w dobrym humorze, mimo tego, iż rano jej córka odstawiła cyrk, gdyż nie wiedziała, co założyć w pierwszy dzień szkoły. Kryzys został zażegnany w momencie, kiedy Margaret wyjęła z szafki zielone spodnie oraz czarny sweterek z białym serduszkiem. Mała Lulu była w tamtej chwili wniebowzięta.
– Hannah, mogłabyś zarezerwować pokój 1354 na dwa dni, dla niejakiego… Tom’a Parker’a? – w hallu pojawił się Liam Payne – szef całego hotelu. Na ogół bardzo wymagający i dbający o każdy szczegół, jednak Mer mogła doświadczyć na własnej skórze, iż to była tylko przykrywka dla tych wszystkich ludzi. Liam był po prostu szczęśliwym mężczyzną z żoną, który pragnął dać jej to, co najlepsze. Czuły, kochany, wrażliwy – taki był Payne, którego ona poznała.
– Jasne, szefie. – uśmiechnęła się blondynka i zaczęła wbijać w komputer odpowiednie liczby oraz litery. Margaret znała ją od dwóch lat i musiała przyznać, iż dziewczyna była bardzo sympatyczna. Kiedy Hannah skończyła swoje zadanie, spojrzała z uśmiechem na Liam’a – Jak po podróży ślubnej? Karaiby są takie piękne, prawda?
Racja, Payne był wraz ze swoją żoną Danielle na miesiącu miodowym i, mimo, iż wrócił z niego dwa tygodnie temu, wziął sobie wolne, aby pozałatwiać parę spraw w Wolverhampton, jego rodzinnym mieście. Wrócił do całego ‘szefowania’ wczoraj.
Ciemny blondyn skinął Walker, a kąciki jego ust uniosły się ku górze.
– Masz rację, Hannah, są cudownym miejscem na odpoczynek. – odpowiedział na zadane pytanie, po czym zwrócił swoją uwagę na średniego wzrostu brunetkę – Mer, co słychać u Louise?
Margaret uśmiechnęła się na wspomnienie o jej dziecku.
– Dzisiaj pierwszy dzień szkoły, Liam, jak może czuć się siedmiolatka? – zapytała rozbawiona recepcjonistka – Kiedy wychodziła rano do szkoły była w dobrym humorze.
– Nie rozumiem, dlaczego dzieciaki cieszą się ze szkoły? – zagadnęła Hannah – Przecież to jest katorga! Te odrabianie prac domowych, ciągła nauka, sprawdziany, egzaminy.. aż ciarki mi po plecach przechodzą, kiedy to sobie przypominam, brr!
Payne uśmiechnął się na wypowiedź swojej podwładnej. Mer uczyniła to samo, jednak w powiedzeniu czegoś, szef ją wyprzedził:
– Ja tam lubiłem chodzić do swojej szkoły. Razem z chłopakami mieliśmy niezły ubaw z jednej nauczycielki… pani Brownshow. Miała dziwny wyraz twarzy, jakby ciągle jadła cytrynę, taki skwaszony!
Margaret pokręciła głową z politowaniem.
– Louise ma dopiero 7 lat.
– Och.
Szatynka odebrała telefon, jednak nadal jednym uchem słuchała tego, co mówił szef i recepcjonistka.
– Zanim się nie obejrzysz, skarbie, a już skończy liceum i pójdzie na studia. – Hannah odparła z uśmiechem na ustach.
– Nie słuchaj jej, Mer. – bronił swojego zdania Li – Dzieciństwo, a zwłaszcza szkoła jest najlepszym okresem w życiu dziecka.
– Powiedział ten, co ma dziecko. – dodała cicho Hannah.
Liam zmroził ją swoim spojrzeniem, na co dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Uważaj, Walker, bo na twoje miejsce jest 200 chętnych, więc…
– Szefie, dobrze wiemy, że jako jedyna, wyłączając Mer, potrafię posługiwać się hiszpańskim, niemieckim, włoskim i francuskim. Jestem twoim największym skarbem, bo jako jedyna mam czystą kartotekę, wyłączając Mer i mam stałą kartę do Pepper Mint, a tego często nie udostępniają na rynku! Jako jedy…
– Zrozumiałem, Hannah. – wymamrotał zrezygnowany Payne – Wracaj do pracy.
Margaret zachichotała cicho do telefonu, jednak chłodny głos kobiety po drugiej stronie sprowadził ją na ziemię. Po kilku minutach rozmowy, odłożyła słuchawkę na miejsce i rozejrzała się po hallu, szukając wzrokiem swojego szefa, jednak ten właśnie wchodził do jednej z wind.
Nie minęło dwadzieścia minut, a przed hotelem wybuchła zbiorowa histeria i krzyki, co zainteresowało Margaret i Hannah. Recepcjonistki spojrzały po sobie, po czym natychmiast, blondynka, podniosła telefon, aby wezwać ochronę.
– Wydaje mi się, że nasza gwiazda już dotarła. – zauważyła Mer, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawiło się dwóch osiłków, a między nimi szatyn, kroczący w ich stronę.
Gdy przed recepcją stanął, na oko średniego wzrostu, chłopak, panna Padolsky stała jak wryta z wrażenia. Włosy piłkarza były ułożone dość chaotycznie, a jego szaro-niebiesko-zielone oczy wpatrywały się w brunetkę. Był ubrany w białą koszulkę, opinającą jego umięśniony tors oraz czarne jeansy, podwinięte do kostek. Oczywiście, zawsze modne vansy.
Gdyby Mer nie wiedziała, kim był ten chłopak, powiedziałaby, iż jest on gwiazdą muzyki, a nie futbolu.
Wpatrywanie się w niego przerwał jej jego głos, oraz dźwięk dzwoniącego telefonu hotelowego, który, na całe szczęście, ku modlitwom Padolsky’iej, odebrała Hannah.
– Mam tutaj zarezerwowany pokój, na nazwisko Tomlinson. – uśmiechnął się do szarookiej, a ta udała, że sprawdza coś w komputerze, co było oczywiście niekonieczne, gdyż znała numer jego pokoju na pamięć. Był to penthouse, jedyny i największy apartament w Grand Payne Hotel.
Mer wzięła z półeczki niebieską kartę i podała ją piłkarzowi.
– Windą na samą górę. – odpowiedziała, uśmiechając się sympatycznie do szatyna.
Chłopak skinął jej głową i w towarzystwie dwóch ochroniarzy odszedł na parę metrów od recepcjonistek.
– Ehm, Mer, dzwoni Danielle Payne – powiadomiła ją spokojnie Walker – chodzi o Louise.
Te trzy słowa sprawiły, że dziewczyna podniosła wzrok na swoją towarzyszkę i szybko przejęła od niej słuchawkę telefonu stacjonarnego.
– Margaret Padolsky – powiedziała do słuchawki i czekała.
Witam, cieszę się, że mogła pani odebrać w pracy – Mer mogła przysiąc, iż właśnie wtedy nauczycielka się uśmiechnęła – Louise rozpłakała się w klasie i zamknęła w łazience. Nie chce z niej wyjść, więc uznałam, że powinnam panią o tym powiadomić.
Fala gorąca uderzyła w twarz Margaret.
– Um, dobrze. Będę za jakieś… - spojrzała w tym momencie na zegarek, na jej lewej dłoni - …piętnaście minut. Dziękuję za informacje.
Nie zdołała usłyszeć słów nauczycielki jej córki, gdyż odłożyła słuchawkę. Zrobiła krok w tył i zdjęła ze swojej piersi identyfikator, a na ramiona założyła czarną marynarkę, którą miała przewieszoną przez krzesło, za nią.
– Hannah, powiedz Liam’owi, że wychodzę na godzinę, albo dwie. – powiadomiła blondynkę i skierowała się do szatni dla personelu. Podeszła do swojej szafki i wyjęła z niej brązową torebkę. Spojrzała w odbicie w wielkim lustrze; wyglądam dobrze – pomyślała i wyszła. Czarna, ołówkowa spódnica była doskonale dopasowana do jej drobnego ciała, a biała bluzeczka, w nią włożona pokryta była, na ramionach, ćwiekami.
Ciężko jej się biegło w wysokich szpilkach, jednak teraz nie chciała o tym myśleć. Jej priorytetem było dostanie się na drugą stronę Londynu, aby uspokoić swoją córeczkę. Wyjęła z torebki klucze od swojego samochodu i weszła do windy. Nacisnęła ‘parking’ i oczekiwała aż żelazny prostokąt zawiezie ją na miejsce.
W końcu usłyszała charakterystyczne piknięcie i drzwi windy się otworzyły. Przemierzyła kilkanaście metrów, dopóki jej oczom nie ukazał się czerwony Mini Cooper. Wsiadła do pojazdu i włożyła kluczyki do stacyjki, po czym wyjechała z parkingu.
Dwadzieścia minut później wysiadła ze swojego samochodu i nacisnęła pilota, aby zamknęły się w nim drzwi na klucz. Nigdy nie potrafiła pojąć tego, w jaki sposób ten samochód jeszcze do niej należał, ale najwidoczniej takie było jego przeznaczenie. Tak, dobrze wiedziała, jakie to było głupie.
– Pani Padolsky! – w drzwiach szkoły powitała ją zmartwiona kobieta z lokami na głowie. Mer rozpoznała w niej żonę swojego szefa.
Podeszła do niej i nieśmiało się uśmiechnęła.
– Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie… - zmieszała się – Gdzie jest Louise?
– W porządku. Um, siedzi w kabinie, w damskiej toalecie. Z nikim nie chce rozmawiać i…
– Mogłabyś mnie tam zaprowadzić? – nawet nie wiedziała, dlaczego powiedziała do niej, jakby były koleżankami. Po prostu się wystraszyła.
Danielle skinęła jej głową i ruszyła prosto, beżowym korytarzem. Nie było na nim żadnych dzieci, więc Mer uznała, iż właśnie trwają lekcje. Payne stanęła dopiero przy białych drzwiach i uchyliła je delikatnie. Margaret weszła do środka i rozejrzała się po łazience; blado różowe ściany, białe kafelki i sterylnie czyste umywalki. Drzwi od kabin były otwarte, poza jedną.
– Lulu? – zapytała niepewne dziewczyna, podchodząc bliżej i wtedy usłyszała szloch córeczki – Lulu, wszystko w porządku?
Ciszę przerywał tylko oddech siedmioletniej dziewczyny, siedzącej na sedesie, za drzwiami.
– Louise, otwórz drzwi. Chcę się dowiedzieć, co się stało. – powiedziała z troską Mer.
Następnym, co usłyszała było piknięcie, które zazwyczaj towarzyszy otwieranym drzwiom. Tak było i tym razem. Drobna brunetka otworzyła rodzicielce i spojrzała na nią spod swojej grzywki. Jej zielone oczy były załzawione, a usta wygięte w podkówkę.
Mer natychmiast przyciągnęła swoją córkę do siebie, a dziecko wtuliło się jej w szyję.
– Skarbuś, dlaczego płaczesz? – zapytała się brunetki, głaszcząc ją po plecach – albo wiesz, co? Opowiesz mi wszystko w drodze do domu. Co ty na to?
Margaret dobrze wiedziała, w jaki sposób pocieszyć swoją córeczkę. Wczoraj zrobiła galaretkę z truskawkami i dałaby sobie głowę urwać, że ten deser sprawi uśmiech na tych słodkich usteczkach dziewczynki.
Recepcjonistka chwyciła swoją torebkę i wyjęła z niej klucze od swojego Mini Cooper’a. Podała je Louise.
– Leć do samochodu. Zaraz do ciebie przyjdę. – poinstruowała dziecko i wstała z podłogi. Po chwili wyszła z łazienki, chwytając uprzednio swoją torebkę, i stanęła na korytarzu, rozglądając się dokoła. Napotkała wychowawcę Lou – Przepraszam za nią. Nigdy wcześniej nie zdarzało mi się coś takiego. Ja..
– W porządku, panno Padolsky… - uśmiechnęła się do niej przepraszająco.
Margaret wyciągnęła dłoń przed siebie i wykrzywiła usta w przyjacielskim uśmiechu.
– Mer – przedstawiła się brunetka.
– Danielle – uścisnęła jej dłoń kobieta.
– Co tak właściwie się stało, że Louise zaczęła płakać? – zapytała się brunetka, a Peazer zamyśliła się na chwilkę. W tym czasie, Margaret przyjrzała się nauczycielce; była ubrana w czarną bluzeczkę z długim rękawem oraz bordowe legginsy. Nieodstępnie, na nogach miała szpilki. Wyglądała dosyć młodo, mimo swoich dwudziestu pięciu lat.
– Klasa miała za zadanie opisać swoją rodzinę i kiedy przyszła kolej twojej córki, po prostu wybuchła płaczem. – mówiąc to, Dani wraz z Mer szły w stronę wyjścia z budynku – Nie powinnam się w to mieszać, ale masz jakiś problem z ojcem Lou?
Margaret szybko pokiwała przecząco głową i uśmiechnęła się niepewnie.
– Louise nie zna swojego ojca. – powiedziała spokojnie Mer, a Danielle uniosła brwi ku górze – Nie utrzymujemy z nim kontaktów. Właściwie, to on sam nie wie, że ma córkę.
Mer powiedziała zgodnie z prawdą. Wiedziała, kto jest ojcem Lulu, ponieważ tylko z nim uprawiała seks. Od siedmiu lat z nikim się nie spotykała, mimo zainteresowań płci przeciwnej jej osobą. Bała się tego, jak może się skończyć, ewentualna, znajomość z mężczyznami, a nie chciała robić swojemu dziecku nadziei na coś, co mogłoby prysnąć niczym bańka mydlana.
– Och – wyrwało się nauczycielce – rozumiem. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy, albo coś, to dzwoń do mnie.
Payne podała Mer karteczkę z jej numerem telefonu, który szatynka przyjęła z ciepłym uśmiechem.
Kobiety stanęły przed gmachem szkoły.
– Dziękuję, jeszcze raz, że zadzwoniłaś po mnie. – szepnęła Mer, wskazując na swoją córkę w samochodzie. – Porozmawiam z Lulu i postaram się, aby to już się nigdy więcej nie powtórzyło.
Danielle potarła ramię brunetki, dodając jej otuchy.
– To należy do moich obowiązków, Mer. – uśmiechnęła się delikatnie.
– Dzięki. – odparła pospiesznie Padolsky i odwróciła się, aby odejść – Do widzenia, pani Payne.
– Ach, właśnie. – zatrzymała ją jeszcze na chwilę Dani – Gdyby Liam miał jakieś pretensje, że urwałaś się z pracy, napisz do mnie. Usprawiedliwię cię.
Mer uśmiechnęła się, przypominając sobie, iż obiecała, że wróci jeszcze do pracy.
– Z pewnością dam sobie radę z panem Payne’em, psze pani. – zachichotała – Musimy się kiedyś umówić na kawę. – zaproponowała – Do widzenia, pani Payne.

Mer postawiła na blacie dwa pucharki i podała córce łyżeczkę, po czym przyozdobiła je jeszcze bitą śmietaną ze spreju i zagłębiła sztuciec w zielonej galaretce. Włożyła go do ust i uśmiechnęła się do małej brunetki, która w ogóle nie przypominała jej siebie samej. Louise miała brązowe, proste włosy, zielone oczy i jasną cerę. Gdy się uśmiechała, w prawym policzku ukazywał się przesłodki dołeczek, a wszystko to było takie prawdziwe.
– Louise, musimy porozmawiać – odparła po chwili milczenia i spojrzała z troską na swoje dziecko, które zajadało się akurat truskawkami ze śmietaną – o tym, co wydarzyło się w szkole.
W tym momencie, mała dziewczynka zamarła w miejscu i przeniosła niepewnie swój wzrok na rodzicielkę. Bała się, że mama na nią nakrzyczy, jednak z drugiej strony była ciekawa tego, co zamierza jej powiedzieć. Bardzo chciała poznać, chociaż, imię swojego ojca.
– Wiesz o tym, że kiedyś mieszkałam w Doncaster, prawda? – brunetka skinęła – Zanim… – westchnęła – byłam na imprezie, u przyjaciela mojego znajomego. Wypiłam zbyt dużo i tak jakoś wyszło, że… – urwała, przyglądając się córce – Twój tata był w pierwszej klasie, a ja miałam kończyć szkołę.. on, był… dziwne, jak na pierwszy rocznik, najpopularniejszy w szkole, więc ciężko było do… Ugh, po prostu on nie wie o twoim istnieniu, Lu.
Dziewczynka wpatrywała się w swoją mamę ze zdumieniem.
– Chciałam, żebyś to wiedziała. – szepnęła brunetka, patrząc na córkę i obserwując każdy, choćby najmniejszy jej ruch. – Co myślisz?
– Mamo, nie mam do ciebie pretensji. – powiedziała cichutko – Chciałam, chociaż poznać jego imię, żeby inni się ze mnie nie śmiali.
Zielone oczka Louise wpatrywały się wyczekująco w Mer. Brunetka bała się powiedzieć cokolwiek o ojcu Lu, ponieważ uważała, że ten nigdy ich nie znajdzie i nie dowie się o małej kruszynce, którą spłodził.

5 komentarzy:

  1. I jak tu przeżyć następne dni, jak ty kończysz w takim momencie! No naprawdę, nie masz dla swoich czytelników serca. Człowiek czyta, czyta i czyta.... a tu nagle KONIEC! Dobrze, że piszesz w 3 osobie. Dla mnie tak jest ciekawiej. Bardzo podoba mi się postać Danielle i Liam'a w tym opowiadaniu. Danielle jak taka "dobra wróżka" która zawsze pomoże, doradzi :)
    Cóż, nie pozostaje nic innego jak czekać na następny rozdział. Weny i pisz szybkooooo ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. ohhh ślicznie ^.^ kocham to opowiadanie. inne niż wszystkie i bardzo dobrze ;) Lulu jest słodziutka ^.^ awwwwww <33 a co do pisania w trzeciej osobie to nie mam nic przeciwko jest OK tylko na początku nie mogłam się przestawić i pomyliłam główną bohaterkę z Hannah XD ale jest świetnie tak czy siak :) wiesz ze ja jestem fanką cokolwiek być nie napisała ;)
    no to już naprawdę nie mogę doczekać się następnego rozdziału, więc proszę Cię a wręcz błagam! szybko dodaj nexta ^.^
    @WTuszynska

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki moment i zakończyłaś rozdział! No nie!! mam nadzieję, ze szybko dodasz kolejny, bo już umieram z ciekawości :)
    Zrobienie z Lou sławnego piłkarza, ahhh, świetny pomysł! I w ogóle to przyznaję się bez bicia, ze jest to pierwsze opowiadanie o Lou, które czytam.
    Ty też zaprezentowałaś coś innego tym opowiadaniem i strasznie jestem ciekawa jak to sie wszystko potoczy :)

    PS.
    INFORMUJ MNIE NA TT! @raajot tak dla przypomnienia, hihi :*

    Iiy xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem! Wybacz opóźnienie, ale nadrobiłam już wszystkie zaległości i komentuję. ;) Oczywiście, pewnie się powtórzę, ale uwielbiam Twój styl pisania, który na dodatek z rozdziału na rozdział jest coraz lepszy! Pomysł jak zwykle oryginalny i od razu skradł moje serce na amen - Louis Tomlinson jako sławny piłkarz wywołał wielki uśmiech na mojej twarzy. Sam Boo Bear byłby szczęśliwy, widząc to ;) Mer polubiłam natychmiastowo - podziwiam ją za to, że poradziła sobie po tym, jak zaszła w ciążę, a matka wyrzuciła ją z domu. Swoją drogą, co za stara jędza. Swoim zmysłem wróżki przepowiadam, że pewnie jeszcze tego pożałuje i będzie błagać córkę o wybaczenie!
    Liam Payne jako dyrektor hotelu strasznie mnie kręci! Dobra, kiedy on tego nie robi :-D Jak zwykle jest dobry i słodki, tak jak lubię ;) No i jego żoną jest Danielle, dodatkowo - wychowawczyni Louise (świetne nawiązanie z tym imieniem, słońce <3)! Coś czuję, że Mer i Dan się zaprzyjaźnią. Co do Louise, strasznie mi jej szkoda, ale mam wrażenie, że to bardzo dojrzała dziewczynka. Btw, trochę mnie zszokowała otwartość, z jaką Mer opowiada 7-latce o momencie jej poczęcia, tak wiesz... otwarcie :-D
    No i Louis! Czy poznał Mer tam w hotelu? I want MOOOORE <3 dawaj szybko następną część i chyba nie muszę wspominać o tym, jak bardzo musisz mnie informować? Masz tutaj stałą czytelniczkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo wciągający rozdział,ciekawe jak to wszystko się dalej potoczy :) Dani,Liam,Hannah wzbudzają sympatię,ale najbardziej Mer i Louise :) Bardzo podoba mi się sposób,w jaki Mer nazywa swoją córeczkę-Lulu <3 Jakie to słodkie <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy