niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział Trzydziesty Piąty

AUTORKA: wydaje mi się, iż rozdział jest krótki i trochę niezrozumiały, za co (znowu) przepraszam. Miałam taką dobrą wizję, a tutaj dupa. Obiecałam scenę z Harry'm i Blair, ale nie miałam na nią pomysłu, jeszcze. Ale powiem tyle, że doczekacie się w końcu ich momentu, jednak nie wiem kiedy. Na razie zadowolić się musicie Mer, trochę Lou i Gemmą. Ach, Hannah też jest :D Lubię ją, choć gra tu tylko bardzo epizodycznie. O Ivy Payne także niedługo przeczytacie, a co za tym idzie, o Danielle i Liamie też. Zdradzę tylko, że jak moje plany okażą się dobre i do zrealizowania, to w przyszłym rozdziale będzie trochę Eleanor z Niallem.
Nie mam pojęcia, ile jeszcze będzie rozdziałów, bo piszę to dość dziwnie i nigdy nie zakładam z góry, ile części będzie, ale na pewno nie więcej niż 10.
Więc, miłego czytania.
Ah, pytania mi na asku możecie zadawać: queenofswagx (klik na login)
Kocham was :*



Londyn, 2014
- Tak? - Margaret odebrała swoją komórkę, zerkając na prawo, aby upewnić się, iż nie było w pobliżu żadnego gościa hotelu. 
- W końcu. - usłyszała westchnięcie po drugiej stronie i wywróciła oczami na ten dźwięk. - Możesz gadać?
- Wal. - rzuciła, zakładając kosmyk swoich włosów za ucho i przyglądając się jak kilkoro gości skina jej głową, po czym wychodzą z hotelu. - Tylko szybko.
Po drugiej stronie coś zaszeleściło.
- Gemma ma przyjechać dzisiaj do mnie, a ja nie mam jak jej odebrać z przystanku. - wytłumaczył się Harry, pociągając nosem, potwierdzając Mer w przekonaniu, iż wcale nie blefował, kiedy mówił Liamowi, że jest chory, próbując wymusić tym urlop na najbliższe trzy dni. - Mogłabyś wyświadczyć mi tę przysługę?
Padolsky oparła się o ścianę i przymknęła na chwilę oczy, próbując odzyskać ostrość, jaką chwilę temu na kilka sekund straciła. Od rana była tylko na jogurcie i filiżance kawy, które zdążyła sobie zrobić, ponieważ jakimś cudem zaspała do pracy, co równało się z tym, iż Louise spóźniła się do szkoły. Dziwnym cudem udało się jej nie obudzić Louis'a, gdy wybierała się do hotelu. Nie chciała, żeby już któryś raz z rzędu budził się bladym świtem, skoro nie miał ku temu powodów. Napisała mu kartkę i opuściła dom wraz ze swoją córką.
- Gdzie i o której? - zapytała się, otwierając oczy i widząc przed sobą zmartwioną twarz Hannah.
- Prześlę ci wszystko esemesem. Dzięki Mer, jesteś cudowna. - zaraz po tych słowach, Harry kichnął i ponownie pociągnął nosem.
- A ty chory. - mruknęła - Zrób sobie herbaty z syropem malinowym, a później podrzucę ci jakieś lekarstwa, owoce, czy coś.
- Dziękuję.
Kiedy Margaret się rozłączyła i odłożyła swoją komórkę na blat, obok klawiatury komputera, na którym wprowadzała dane gości GPH. Brunetka usiadła na fotelu i podparła swoją głowę o rękę, wzdychając równocześnie, co ponownie spotkało się z dziwnym spojrzeniem Hannah. 
- Wyglądasz jakbyś z trzy dni nie spała. - zauważyła blondynka, przyglądając się swojej koleżance z niepokojem.
- Trafiłaś. - odpowiedziała, co spotkało się z uniesieniem brwi u jej towarzyszki - Ostatnie noce nie były dla zbyt... dobre. Niby byłam zmęczona, jednak nie mogłam zasnąć.
- Może powinnaś skonsultować się z lekarzem? - zaproponowała Walker.
- Hannah, to tylko bezsenność. - stwierdziła Mer - Może od pogody albo coś. - widząc zmartwione i nieustępliwe spojrzenie recepcjonistki, Padolsky dodała - Okay, jeśli to cię zadowoli, to umówię się na wizytę.
- Świetnie. - blondynka posłała jej zarys uśmiechu, po czym zerknęła w stronę drzwi, a wtedy jej uśmiech się powiększył - Chyba masz gościa.
Margaret uniosła głowę ku górze i ujrzała szatyna idącego prosto do niej. Przejechał dłonią po swoich i tak już chaotycznie ułożonych włosach, gdy stanął przy recepcji, a następnie jego usta uformowały się w ciepły uśmiech. Hannah przywitała się z piłkarzem zwykłym "cześć", na które chłopak odpowiedział z równym entuzjazmem, jednak tak szybko jak przeniósł swoje spojrzenie na Walker, tak szybko spuścił go na brunetkę, która bardziej go interesowała; Mer wstała z fotela i wyszła zza biurka do swojego chłopaka. Gdy stanęła na równe nogi, poczuła jak żołądek się jej skręca z powodu braku posiłku, jednak nie mogła zrobić sobie dłuższej przerwy niż pięć minut, a w tym czasie, z pewnością nie zdążyłaby wyjść na jakiś lunch.
- Co ty tutaj robisz? - brunetka uśmiechnęła się do Louis'a, całując go w policzek. W końcu byli w miejscu publicznym, a ona w pracy.
- Przyszedłem po rzeczy na trening i przy okazji chciałem powiedzieć ci cześć. 
Margaret nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczami. Kochała to, w jaki sposób to wszystko się działo, jednak nie rozumiała jednej rzeczy; dlaczego nie zaproponowała swojemu chłopakowi, aby z nią zamieszkał. Wiedziała, że ta decyzja musi być dobrze przemyślana, ale tutaj nie było nad czym się zastanawiać. Oboje darzyli się takim uczuciem, iż nie było wątpliwości, że są pisani.
- Słuchasz mnie, w ogóle? - wesoły chichot szatyna wyrwał ją z rozmyślań. Skinęła mu głową, jednak zaraz tego pożałowała - Więc nie przeszkadza ci to?
- Ale co? - zmarszczyła brwi.
Louis westchnął, kręcąc głową.
- Pytałem się, czy nie będziesz zła, jeśli zostanę dziś w hotelu. Mam trening do późna, a z hali tutaj jest bliżej i-
- Lou, jesteś dorosły. Nie musisz się mnie pytać o zgodę. - przerwała mu brunetka.
Piłkarz w odpowiedzi, objął dziewczynę w talii i przyciągnął do siebie, łącząc swoje usta z jej w przelotnym pocałunku, od którego Margaret poczuła jeszcze większe zawroty głowy niż kilkanaście minut temu.
- A później... - zaczęła niepewnie, wpatrując się w jeansową kurtkę Tomlinsona, byle tylko nie patrzeć mu w oczy - Później może chciałbyś przenieść swoje rzeczy do mnie? To znaczy, jeśli chcesz.
Na początku,  szatyn wpatrywał się w swoją dziewczynę, zaskoczony tym, co właśnie usłyszał, jednak z biegiem kilku sekund, dotarło do niego, iż właśnie Margaret zaproponowała mu, by się do niej przeprowadził. Serce zaczęło mu szybciej bić. Co z tego, że przez większość swojego czasu w Londynie spał u Margaret; oficjalnie nie mieszkali razem. A teraz mógł to powiedzieć. 
Jednak jeszcze jedna rzecz nie dawała mu spokoju.
- A co z Louise? - zapytał.
- Przecież cię uwielbia. - zauważyła dziewczyna - Na pewno będzie się cieszyć.
- W takim razie, okay. - odpowiedział szatyn, uśmiechając się do brunetki. 
Kąciki ust Mer, uniosły się ku górze i w momencie, w którym chciała pocałować Louis'a, usłyszała chrząknięcie. Odwróciła głowę i zauważyła Walker, wpatrującą się w nich z uśmiechem.
- Jesteście uroczy, ale Mer, sama nie ogarnę trzech gości na raz. - Hannah wskazała na kolejkę formującą się kilka metrów obok pary zakochanych.
- Och, wybacz. - brunetka podrapała się po głowie i posłała przepraszający uśmiech swojemu chłopakowi - W takim razie do zobaczenia jutro?
- Będę tęsknić. - Louis cmoknął jeszcze usta Padolsky, a następnie wziął klucz od blondynki i skierował się do windy.
Przez kolejne trzy godziny brunetka siedziała za recepcją i zastanawiała się nad tym, co miało nadejść. Oficjalnie miał z nią i jej córką mieszkać Louis Tomlinson; chłopak przyzwyczajony do tego, iż traktuje się go luksusowo i przesadnie. Pierwszą myślą, jaka przeszła jej przez głowę było to, że nie sprosta jego wymaganiom, jednak szybko się jej pozbyła, ponieważ wiedziała jedna rzecz: Louis, jakiego ona znała wcale nie potrzebował tego, by traktowano go jak księcia. Pragnął tylko szczęścia i normalności, czego nie mógłby zaznać przy kimś innym. Racja, nadal była jeszcze niewyjaśniona sprawa z Perrie, którą Margaret chciała jak najszybciej rozwiązać, a dzisiejszy wieczór okazywał się być najlepszy. Miała tylko nadzieję, iż Harry'emu poprawi się samopoczucie i będzie mógł jakoś zająć się swoją siostrą. To nie było tak, że Mer nie lubiła Gemmy; jej się nie dało nie lubić. Po prostu miała inne sprawy na głowie.
Około godziny drugiej, stanęła na parkingu przy przystanku autobusowym i wyłączyła silnik, po czym wyszła z samochodu, biorąc za rączkę Louise, która jej towarzyszyła, gdyż skończyła wcześniej zajęcia. Padolsky, odbierając córkę ze szkoły, upewniła się, iż Zayn pamiętał, aby przyjść dzisiejszego wieczoru ze swoją narzeczoną do niej.
- Mamo, mamo, patrz! Ciocia Gemma! - Lulu wskazała palcem w miejsce, gdzie stała, teraz już, blondynka, opierając się o swoją bordową walizkę. 
Kiedy tylko Padolskie przeszły przez ulicę, Mer puściła rękę dziecka, a mała pobiegła do siostry swojego taty, po czym rzuciła się jej w ramiona. Twarz Styles od razu się rozjaśniła, a uśmiech dodawał jej tylko uroku.
- Hej, skrzacie. - Gemma kucnęła i pocałowała Louise w policzek - Co porabiałaś w tym wielkim mieście, mhm?
- Mama mnie zapisała do klubu piłkarskiego! - ucieszyła się dziewczynka, a Mer wywróciła oczami, jednak towarzyszył temu wesoły uśmiech.
Siostra Harry'ego wstała na równe nogi i spojrzała na brunetkę, unosząc brwi ku górze.
- Czyli od teraz moja bratanica będzie strzelała gole i triumfowała zwycięstwa z najwyższych lig? - w jej głosie można było usłyszeć odrobinkę śmiechu.
- Dokładnie to od marca, ale tak. - odpowiedziała Margaret - Długo już czekasz? - zrobiła krok do przodu i pocałowała dziewczynę w policzek, witając się z nią w ten sposób.
- Z pięć, dziesięć minut. - odparła blondynka - Właściwie, to miał mnie odebrać Harry..
- Dzwonił i wręcz ubłagał mnie, bym podjechała po ciebie, bo zachorował.
- O Boże, to nie dość, że jego starsza siostra fatyguje się do stolicy, to jeszcze temu się chorować zachciało. Ugh, czyli będę robiła za niańkę młodszego brata, znowu. - wywróciła oczami.
Margaret zachichotała na jej słowa, co także na kilka sekund udzieliło się blondynce.
- Pomóc ci z bagażem? - zapytała grzecznie brunetka, jednak Gemma pokręciła przecząco głową.
- To tylko jedna walizka, wcale dużo nie waży, dzięki. - uśmiechnęła się do niej. - Louise, musisz mi opowiedzieć, co ciekawego działo się w szkole. - Styles chwyciła rączkę bordowej walizki i zaczęła iść za Mer, w kierunku Mini Cooper'a brunetki.
Lu uśmiechnęła się promiennie i chwyciła za rączkę od walizki, aby pomóc swojej cioci ją ciągnąć. Kiedy znalazły się w samochodzie, Margaret dowiedziała się, iż siostra Harry'ego nie wie, na jak długo zostanie w Londynie, ponieważ ma w planach rozejrzeć się za pracą. I jak się okazało, przerwała studia, tym razem bez konkretnego powodu. Chciała odpocząć od całej nauki i skupić się na jakimś rozwoju, niekoniecznie na uczelni.
Po drodze do mieszkania Harry'ego, Mer zatrzymała się przy aptece i wykupiła witaminy oraz tabletki na odporność, w końcu obiecała to swojemu przyjacielowi. Chwilę później, była w sklepie warzywnym, kupując jakieś owoce. Następnie zawiozła Gemmę pod samą kamienicę Styles'a i pożegnała się z blondynką, nawet nie wchodząc do góry, gdyż stwierdziła, iż woli nie narażać Louise na jakiekolwiek przeziębienie.

Margaret z pomocą Louise przygotowała piersi z kurczaka wraz z frytkami i sałatką. W międzyczasie, co chwilę zerkała na zegarek, sprawdzając, ile zostało jej jeszcze czasu do przyjścia Perrie i Zayn'a. Denerwowała się, ponieważ nie była pewna, co robi; chciała odzyskać znajomą... przyjaciółkę. Ostatnio zbliżyła się z Edwards i nie chciała, aby to wszystko tak zniknęło. Nie w tak głupi sposób.
Gdy wybiła godzina szesnasta trzydzieści osiem, do drzwi zadzwonił dzwonek. Mer wraz z Lu zdążyły zjeść już swój obiad, więc mała poszła do pokoju odrabiać lekcje, a Padolsky wyczekiwała w salonie, oglądając jakiś program w telewizji.
Brunetka poczuła jak serce podskakuje jej do gardła, kiedy za drzwiami ujrzała przepraszające spojrzenie Malika i te drugie, ciskające błyskawicami, należące do jego narzeczonej. Tylko... nie była do końca pewna, czy to właśnie ona była ofiarą tych gromów, czy może Zayn.
Mer wpuściła swoich gości do mieszkania i upewniła się, iż drzwi są zamknięte. Następnie odwróciła się do nich i gestem zaprosiła do salonu.
- O czym chciałaś porozmawiać, co? - zagadnęła blondynka, a złość w jej głosie była nie do ukrycia.
Zayn sam już nie wiedział, czy dobrze zrobił, zgadzając się na propozycję Margaret. Niby chciał, żeby wszystko zostało wyjaśnione, ponieważ bardzo polubił towarzystwo Padolsky i Tomlinson'a, jednak to nie od niego to zależało. Niestety, osobą, która obniosła najwięcej, jakby strat moralnych, stała obok niego i była w nie najlepszym humorze. 
- Perrie, przepraszam cię za zachowanie Louis'a i-
- Dlaczego on mnie nie przeprosi? Boi się? - Edwards przerwała wypowiedź Mer.
- Nawet nie wie o tym spotkaniu. - mruknęła brunetka - Proszę cię, porozmawiajmy.
Przez kilka sekund, Perrie przyglądała się Margaret; dziewczyna wyglądała tak jakby przez kilka dni zarwała noce, a wory pod oczami tylko ją w tym utwierdzały. Na domiar złego, Padolsky była cała blada na twarzy i z całą pewnością nie było to zamierzone poprzez puder, pomyślała Edwards.
- Okay. - westchnęła, siadając na fotelu.
- Zostawię was. - odparł Zayn, ściągając kurtkę i wieszając ją na haczyku w przedpokoju - Louise w swoim pokoju? - zwrócił się do Mer, a ta pokiwała mu na potwierdzenie. Następnie Mulat zniknął w pokoju siedmiolatki.
Margaret usiadła na sofie, przyglądając się blondynce. Nie miała pojęcia od czego zacząć. Połowa sukcesu była za nią, jednak nie wiedziała, co chciała jej powiedzieć. 
- Jak było w Mullingar? - zagadnęła brunetka, mając nadzieję, iż atmosfera nieco się rozrzedzi. 
- Dobrze, ale chyba nie ściągnęłaś mnie tutaj po to, aby dowiedzieć się-
- Racja, tak. - weszła jej w słowo recepcjonistka - Po prostu... nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chcesz poróżnić się z Louis'em. Dotychczas nie sprawiało ci problemu to, ile zarabia i kim jest.
Edwards zmarszczyła brwi, próbując znaleźć odpowiednie słowa.
- Chciałam mu tylko coś uświadomić. - broniła się - Że nie powinien cię okłamywać. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że powiedziałam coś, czego pożałowałam, a nie mogłam cofnąć.
Margaret skinęła głową na słowa blondynki.
- Mer, nie zrobiłam tego specjalnie. Chciałam, żebyście byli szczęśliwi, a próbując zrobić coś dobrego, cóż, wyszło jak zwykle. - wzruszyła ramionami, po czym opuściła wzrok na podłogę.
- Jesteśmy szczęśliwi, Pezz. - szepnęła brunetka, a następnie wstała z sofy i  podeszła chwiejnym krokiem do Edwards. - Nie musisz mi w niczym pomagać, wystarczy, że będziesz.
Padolsky cieszyła się, iż Brytyjka sama zaczęła mówić, bo inaczej ona sama nie wiedziałaby jak ją do tego zmusić, a tak przynajmniej miała łatwiej.
- Zazdrościłam wam tego, co mieliście, macie.. - zaczęła blondyna - Miłość, pieniądze, Louise... Boże, jaka ja byłam głupia, przepraszam cię Mer.
W tamtym momencie, Margaret nie miała pojęcia, o czym mówiła Perrie, ale skinęła jej głową i pokazała gestem dłoni, by wstała. Chwilę potem, recepcjonistka przytuliła się do swojej przyjaciółki, czując jak ta pociąga nosem.
- Zawsze, ale to zawsze możesz na mnie liczyć, Perrie. Jeśli będziesz potrzebowała pieniędzy, zadzwoń do mnie, dobrze? - brunetka odsunęła się trochę od dziewczyny, patrząc w niebieskie oczy rozmówczyni.
- Okay. - szepnęła Perrie, choć w rzeczywistości nie miała w planach wykorzystywać tej pomocy. Powiedziała tak po to, aby nie zrobić kolejnej przykrości przyjaciółce. - Jak tylko przyjdzie Louis, to go przeproszę. 
- Będzie dopiero jutro. Trening ma do późna, a bliżej do hotelu. - wzruszyła ramionami brunetki i wtedy poczuła ból nasilający się w jej głowie, jednak jak to przeciętny człowiek; zignorowała go. - Chcesz herbaty?
- Jasne, dzięki.
Margaret skierowała się do kuchni, jednak w pewnym momencie się zatrzymała i poczuła jakby świat dokoła niej zaczął wirować, a coś dziwnego napierać na jej klatkę piersiową. W ułamku sekundy opadła bezwładnie na podłogę, słysząc tylko krzyki Perrie, która wołała Zayn'a, a potem ogarnęła ją ciemność. Co chwilę, jakieś niewyraźne głosy do niej dochodziły, jednak nie potrafiła żadnego z nich rozpoznać. Słyszała co nieco, chciała otworzyć usta, aby odpowiedzieć, ale za każdą próbą, coś jej to uniemożliwiało. W końcu się poddała i zasnęła.

10 komentarzy:

  1. Cholera co sie stalo Mer???
    Moze... Jest w ciazy z Lou? :D
    A Lulu jaki maly slodziak z ciocia Gemma, sa jak dwie krople wody, takie szalone :)
    A Hazz jak zwykle cos sie z nin dzieje :)
    A Zayn robi za nianke i pewnie bawil sie z Lulu :)
    A Perrie... Dobrze ze sie pogodzila z Mer.
    Nie warto sie klocic o takie rzeczy :(
    Oby Mer sie nic nie stalo :(
    @TheAsiaShow_xx

    OdpowiedzUsuń
  2. co się stało z Mer ja sie pytam ?
    Ciocia Gemma i LuLu kaljsdla
    dobrze że Perrie pogodziła się z Mer ;P
    czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde, jak to zemdlała? Co ty dla nas szykujesz? Co jest naszej biednej Mer? W ciąży jest? Raczej nie, bo to nie są chyba objawy ciąży. W sumie nie wiem :o Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni. Dobrze, że Mer i Pierre się pogodziły. Fajne z nich przyjaciółki :p Nie wiem dlaczego, ale nie lubię Gemmy. Niby jest fajna, szalona i w ogóle, ale jakoś mnie nie przekonuje. Mam przeczucie, że przez nią będą jakieś problemy. W sensie, że jest ona zakochana w Louisie i będzie go próbowała uwieść, haha. Nie wiem dlaczego, ale takie właśnie o to mi rzeczy chodzą po głowie :D Świetny rozdział. Pozdrawiam, Weronika :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne <3 Next !
    ~D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny rozdział! Louis zamieszka z Mer! Juhuhu! :) Nie przepadam za Gemmą, nie wiem czemu.
    Cieszę się, że Perrie i Mer się pogodziły. I na koniec - martwię się o nią! Co to za dziwne zdrowotne problemy!?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie by było jakby była w ciąży ;D rozdział : <3

    OdpowiedzUsuń
  7. jesztem! :3

    od razu komentuję bo nie muszę teraz przepraszać ze się spóźniłam :D #proud tzn... spóźniłam się 8 dni :/ ALE przynajmniej komentuję pod nowym rozdziałem... jejku głupie to, kończę :D

    no więc, przyjazd Gemmy sobie odpuszczę w komentowaniu bo to po prostu fajne (?) (mojej babce od polskiego nie spodobałoby się to potoczne określenie, ale innego nie umiałam znaleźć :D)
    oczywiście ja podjarana tym że Mer zaproponowała Lou wspólne mieszkanie ^_^ szłodkooo ♥
    oczywiście od razu zaniepokoiłam się stanem zdrowia Mer no i tak jak przeczuwałam, na końcu Margaret zemdlała... why? ;-; oby jej nic nie było...
    oczywiście wieeelki plus to to że Zerrie byli wtedy w jej mieszkaniu bo mam ciarki jak sobie pomyślę co by Louise zrobiła... biedna, malutka i bezbronna ;-; choć może sie myle i mała odważna Louise zachowałaby zimną krew i zadzwoniła po Lou lub pogotowie etc... ale nie ważne co by było, ważne co jest!
    a jest po udanej jak dla mnie rozmowie między Pezz a Mer, chyba je shippuje, może nie jako parę lecz jako przyjaciółki :) to bardzo urocze i mam nadzieję że Mer pomoże Perrie spełnić marzenie i idk pożyczy im pieniądze na leczenie... zobaczymy :3 choć Pezz jest chyba za bardzo uparta... kurcze! po co gdybie, zobaczę :D

    cudowny rozdział, za jakiekolwiek błędy przepraszam ale już nie sprawdzam swoich komentarzy bo tak ich nie lubie że chyba suma sumarum usunęłabym je i nie skomentowała... dlatego czytam je po opublikowaniu i potem sama się śmieję ze swojej składni i gadulstwa (?) xd
    dobra
    czekam na nexta
    ily ♥
    @WTuszynska

    OdpowiedzUsuń
  8. taaaa, teraz przeczytałam komentarz... i ja pierdziele! ile tego "oczywiście"?! xd

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy